Borneo

Kuching, czyli kocie miasto

Kategorie: 
Kuching00Kuching01Kuching02Kuching03Kuching04Kuching05
Map
Kuching nie zachwyca. W przeciwieństwie do położonego na wschodnim krańcu wyspy Borneo miasta Kota Kinabalu

nie wiele się tu dzieje, a ceny wszelkich usług turystycznych oferowanych przez lokalne biura turystyczne po prostu abstrakcyjne. Tym bardziej dziwi powszechny zachwyt tym miejscem i jego okolicami. Z pewnością warto tu zobaczyć murale popularnego w całej Malezji artysty Ernesta Zacharevica. Artysta był w Kuching w kwietniu 2014 roku i pozostawił po sobie dwa dzieła z orangutanami w roli głównej. To właśnie z nimi ma kojarzyć się Kuching, a raczej z odległym o jakieś 45 minut drogi rezerwatem w Semanggoh.

Dotarcie do rezerwatu w Semanggoh nie jest jednak takie proste, odjeżdżają tam raptem 4 autobusy dziennie, a w praktyce trzeba tam pojechać o 7 rano by cieszyć się widokiem naszych leśnych kuzynów. Oczywiście pod warunkiem, że będziemy mieli szczęście, a dżungla nie będzie obfitowała w owoce. Jak widać, na załączonym obrazku, ja szczęście miałem, ale wiele osób przez cały tydzień przed moim przyjazdem już nie. Podobnie jak w położonym po wschodniej strony wyspy Sepiloku orangutany są tu przyzwyczajane do życia na wolności i ich brak na platformach do karmienia może stanowić zawód dla turysty, ale stanowi wielki sukces całego projektu przywracania ich do ich naturalnego środowiska. Cała wycieczka z Kuching (z dworca przy Jallan Mosque) do rezerwatu i z powrotem + wejściówka do rezerwatu to 16 RM. Ta sama wycieczka z biurem, to już koszt rzędu 100RM.
Semanggoh, to również spora gratka dla miłośników ptaków, ale to znów atrakcja bardzo sezonowa i w lipcu pozostały już po nich tylko porzucone gniazda.
Innym popularnym miejscem wizyt turystów jest Park Narodowy Bako. Ten rezerwat jest miejscem jeszcze mniej dostępnym niż Wildlife Centre Semanggoh, a przyczyną tego jest fakt, że aby się tu dostać trzeba przepłynąć łodzią ze stałego lądu do rezerwatu i zdanym się jest kompletnie na cykl przypływów i odpływów. Pozostanie na noc w rezerwacie również graniczy z cudem, bo liczba miejsc noclegowych jest mocno ograniczona i wszystkie są zarezerwowane na wiele tygodni wstecz. Rozwiązaniem może być własny namiot. Koszt wejścia do rezerwatu to 20RM, a transfer łodzią na wyspę kolejne 20RM za każdą stronę. Warto również wiedzieć, że autobus z Kuching do Bako nie odjeżdża z dworca autobusowego, tylko z centralnego placu w pobliżu Meczetu, na którym znajdują się food courty i kosztuje 3.5RM.
Po co ludzie przyjeżdżają do Bako? Przede wszystkim by zobaczyć słynne nosacze i srebrne langury. O ile ze srebrnymi langurami nie było problemu, o tyle nosaczy tu nie widziałem. Głównie dlatego, że postanowiłem wybrać się na trekking po wyspie, a nie pozostawać przy brzegu, gdzie najłatwiej je zobaczyć.
Zainteresowanych prawdziwym doświadczeniem dżungli od razu wysyłam na drugą stronę wyspy nad rzekę Kinabatangan, w okolicach Kuching się tego nie doświadczy, a na pewno nie za małe pieniądze. To co udało mi się znaleźć szło w tysiące RM i nie zapowiadało się nawet w połowie tak dobrze jak to, co oferuje wschodnia część wyspy.

Obserwuj pasjapodrozowania.pl na Bloglovin

Lupa Masa czyli zapomnij o czasie

Kategorie: 
2014-03-07-Poring002014-03-07-Poring012014-03-07-Poring022014-03-07-Poring032014-03-07-Poring04
Map
Poring, to tu wreszcie nadarzyła się okazja by zobaczyć słynną Raflesię. Kwiat co prawda nie należał do najbardziej okazałych i miał średnicę zaledwie pół metra, najważniejsze jednak, że był, co już można uznać za niebywałe szczęście. Raflesia kwitnie przez około 6 dni w 12-15to miesięcznym okresie wegetacyjnym. Warto wiedzieć, że są tu dwa miejsca, w których można zobaczyć jak kwitnie ten rzadki kwiat. Można się też spodziewać tłumów turystów, był też cały autobus Polaków.
Przy tej okazji wspomnę również o tym jak łatwo złapać w Malezji stopa. Jeszcze się tak nie zdarzyło żeby jadący pusty samochód się nie zatrzymał. Szanse na podwózkę są więc spore.
W Poring w Hot Springs jest też canopy walkway. Fanów obserwacji ptaków mocno on jednak rozczaruje. Jest krótki i nie ma możliwości by się zatrzymać choćby na chwilę. Co tu dużo mówić, w porównaniu z tym z Sepiloka, wypada po prostu mizernie. Warto za to wejść na teren ogrodu motyli. Miejsce to jest nie tylko domem motyli, ale również schronieniem wielu drobnych gatunków ptaków, które szukają tu głównie wody.
Z Poring udaliśmy się w niewielkiej grupie do obozu Lupa Masa, który znajduje się na samej granicy parku góry Kinabalu. Warunki są tu prawdziwe biwakowe i z pewnością nie jest to miejsce dla osób, które nie potrafią żyć bez elektryczności. Lupa Masa ma jednak sporo do zaoferowania. Mike, który jest specjalistą od gadów i płazów potrafi z łatwością dostrzec śpiącą w konarach drzew żmiję i nazwać niemalże każdą żabę żyjącą w okolicy.
Dżungla wbrew pozorom jest bardzo bezpiecznym miejscem, zwłaszcza w nocy, kiedy to wszystkie zwierzęta śpią.
Dziś powrót do Kota Kinabalu, a pojutrze kolejny punkt programu, czyli Kuala Lumpur.

Obserwuj pasjapodrozowania.pl na Bloglovin

Kinabatangan

Kategorie: 
2014-03-06-Ranau
Map
Autobus z Kota Kinabalu do Sepiloku okazał się nielada przeżyciem. Ludziom z chorobą lokomocyjną zalecam na tę trasę aviomarin albo sprawdzoną już nie raz w takich sytuacjach coca-cole. Trasa jest długa i kręta, za to widok szczytu Kinabalu rekompensuje wiele.
W Sepiloku niewiele się dzieje. Turyści przyjeżdżają tu głównie po to, by podziwiać orangutany w centrum rehabilitacji i przysposobienia tych niezwykle sympatycznych człekokształtnych do życia na wolności. Zaledwie kilka lat temu otworzono tu również centrum ochrony słonecznego niedźwiedzia, ale wydaje się nie cieszyć ono tak wielką popularnością. Jest jeszcze całkiem spory rezerwat lasu deszczowego, z tzw. canopy walkway. Spacer na zawieszonych kilkadziesiąt metrów nad ziemią platformach pozwala być bliżej kryjących się w konarach drzew ptaków.
To tyle jeżeli chodzi o Sepilok. Główną atrakcją minionych 3 dni był obóz w samym sercu dżungli przy rzece Kinabatangan. Pierwszy raz w życiu widziałem śpiące na gałęziach ptaki i to nie gdzieś głęboko w konarach, ale tuż na wyciągnięcie ręki. Tu też udało się spotkać żyjące na wolności orangutany, nosacze i gibony. Obserwowanie życia w dżungli z perspektywy rzeki to zupełnie nowe doświadczenie. Rzeka, to nie tylko widok wygrzewających się na jej brzegu krokodyli, to również niezliczona ilość gatunków ptaków, dla których głównym składnikiem pożywienia są ryby.
Dziś znów powrót do cywilizacji. Po trzech nocach spędzonych pod moskitierą, na metracu, niemalże tylko pod gołym niebem, bez bieżącej wody, dziś prawdziwe luksusy w Ranau.
Jutro kolejny spacer po canopy walkway, tym razem w Poring Hot Springs i powrót do dżungli.

Obserwuj pasjapodrozowania.pl na Bloglovin