Najnowsze wpisy

Kębłowice - dolnośląskie

Kategorie: 
Keblowice00Keblowice01Keblowice02Keblowice03
Map
Pałac rodziny Jesdinsky z 1882 roku i sąsiadujący z nim spichlerz. Pałac ufundowany przez Leopolda Jesdinsky'ego. Był w posiadaniu rodziny Jesdinsky'ich do roku 1945, kiedy to wkroczyła Armia Czerwona i zajęła cały majątek, który następnie w 1949 roku wojsko przekazało PGR. W chwili obecnej pałac jest w rękach prywatnych i powoli popada w ruinę.

Indonezja poradnik

Kategorie: 
Map
Dla tych, którzy kiedykolwiek wybiorą się do Indonezji kilka porad, które mogą, ale nie muszą sprawić, że pobyt tam będzie przyjemniejszy.
  • Asertywność
    • jak gdzieś idziesz to idź, sam sprawdź czy nie można tam wchodzić / jest zamknięte - zawsze się znajdzie chętny do wysłania Cię do jakiegoś "bardziej interesującego miejsca", np. sklepu
    • nie potrzebujesz niczego za co trzeba dodatkowo płacić (przewodnik / sarąg na straganie)
    • nie musisz dawać napiwkow, jak ktoś coś chce podziękuj za jego propozycję
  • Kasa
    • unikaj "authorsised money exchange", coś takiego nie istnieje, wymieniaj kasę w obiektach, które widać, że istnieją i dają swobodę jej przeliczenia, a kasier siedzi za ladą z drugiej strony
    • unikaj wymiany w banku, to dość traumatyczne przeżycie, banki nie lubią zgiętych banknotów, a na koniec i tak dadzą Ci gorszy kurs niż to widać na oficjalnej rozpisce, a czasami nawet gorszy niż w kantorze
    • bankomaty - to jest właśnie ten kierunek, na który warto się nastawić. Nie pobierają żadnego dodatkowego myta i są bezpieczne, a dodatkowo jest ich całkiem sporo w każdym mieście
  • Uśmiechaj się i mów do tych co się uśmiechają "halo". Bądź postrzegany jako osoba przyjazna, która przyjechała tu by poznać ten kraj i ludzi, a nie ktoś kto przyjechał tu by poczuć się lepszym. Ludzie będą traktowali Cię przyjaźnie, będą proponowali byś robił im zdjęcia albo będą chcieli zrobić sobie zdjęcie z Tobą. To zupełnie inny wymiar podróżowania.
  • Gdziekolwiek idziesz idź w zdecydowany sposób tak jakbyś wiedział gdzie idziesz. Nie zatrzymuj się i nie sprawiaj wrażenia zagubionego. Korzystają z pomocy tylko tych osób, które sam o tą pomoc poprosisz. O pomoc proś przede wszystkim kobiety. Chyba, że niechciane wizyty w sklepach albo odpalenie doli dla pośrednika, to jest to czego szukasz.
  • Bez obaw wchodź w miejsca unikane przez turystów, to najpiękniejsze i najbardziej barwne miejsca jakie możesz zobaczyć, a co więcej najbezpieczniejsze. Widok białego w takich miejscach zwykle budzi podziw, a nie chęć pozbawienia Ciebie dobytku. Paradoksalnie to najbezpieczniejsze miejsca, bo tam znajdziesz ludzi, takich którzy tam żyją, a nie są tam dlatego, że jest tam cała masa turystów z kasą. Takich znajdziesz w miejscach typowo turystycznych, zwłaszcza na Bali.
  • Metered Taksi to pewny sposób dotarcia wszędzie za bardzo przyzwoitą cenę 20000-100000IDR na dużym dystansie, w dużym mieście jak Surabaya (5500-10000IDR za trzaśniecie drzwiami). Przydaje się włączona mapa z GPS (polecam darmowego Oruxa - można zrobić sobie mapy offline). Taksiarz widząc, że kontrolujesz trasę nigdy nie wytnie numeru, a Ty w zamian możesz zaokrąglić stawkę i dać mu kilkaset IDR napiwku. Nie bądź paranoikiem, w Azji często zawraca się na prostej, nie ma skrzyżowań, w związku z czym taksiarz musi skręcić w lewo żeby móc zrobić nawrót w prawo. Korzystaj ze sprawdzonych korporacji, dobrze na tym wyjdziesz - Bluebird - ma w każdej taksówce numer na infolinię, na którą możesz zadzwonić jak coś jest nie tak.
  • Warto kupić telefoniczną kartę prepaidową. Daj telefon sprzedawcy, on Ci wszystko poustawia. Nie będziesz się musiał zastanawiać co zrobić. Wierz mi, niepozorna pani ze sklepu ze słodyczami, sprzedająca karty SIM wie więcej na temat konfigurowania SIMpatela niż Ty sam jesteś w stanie zrozumieć czytając instrukcję w indonezyjskim języku i rozszyfrowując SMSy z sieci.
  • Warto kupić sarong, oszczędzasz na napiwkach i dotacjach. Cena za byle jaki to jakieś max. 30000IDR.
  • O Smekcie zapomnij, na wszelkie problemy gastrologiczne weź loperamid, polecam zabrać też doxycyclinę.
  • Uważaj co jesz. W Indonezji używają ogromne ilości pestycydów, w związku z czym owoce, które nie są w żaden sposób przetworzone mogą być groźne jeżeli Twój żołądek należy do tych bardziej wrażliwych.
  • Na wszelkiego rodzaju zamulenia żołądka, które mogą pojawić się szczególnie na krętych drogach, dobry jest sen i coca-cola (trik, którym podzielił się ze mną jeden kierowca podczas podróży przez Teneryfę).
Zaakceptuj fakt, że jesteś obcokrajowcem, i że masz prawo do popełniania pomyłek. Ciesz się przyjemnością bycia w tym miejscu, zamiast stresować się, że nie zobaczyłeś czegoś co chciałeś, albo ktoś Cię przerobił na parę groszy. Baw się tym. Pamiętaj, przyjechałeś tu na urlop!

Yogyakarta

Kategorie: 
2012-12-05-Yogya002012-12-05-Yogya012012-12-05-Yogya022012-12-05-Yogya03
Map
Wracamy na Jawę. Tym razem Yogyakarta. Pierwsza obserwacja, to niewiele osób mówi tu po angielsku, a jeszcze mniej osób rozumie ten język. To dość ciekawe doświadczenie. U nas w kraju przyjezdny zwykle boryka się z problemem, że ktoś go rozumie, ale ma obawy mówić po angielsku i odpowiada po polsku. Tu jest inaczej, każdy chętnie opowie swoją historię, a nawet zada pytanie, ale ze zrozumieniem odpowiedzi albo prośby to już jest bardzo różnie, a przeważnie nie jest w ogóle.
Da się również zauważyć sporą różnicę w asortymencie oferowanym przez miejscowych sprzedawców. Głównie są to batiki, i to zarówno tkaniny jak i wszelkiej maści maski, czy też inne wyroby z drewna.
Jeśli Yogya to wiadomo, że Prambanan, a może nawet bardziej Borobudur.
Obie świątynie robią wrażenie i obie są utrzymane w bardzo dobrym stanie. Warto być tu z samego rana, na otwarcie. Nie ma turystów, jest cicho, a mury zdają się budzić do życia wraz z porannym słońcem.
Wszystko robi bardzo duże wrażenie. Zwłaszcza spowite poranną mgłą Borobudur oraz majaczące w chmurach szczyty wulkanów, których na Jawie jest więcej niż gdziekolwiek indziej na świecie.
Przy okazji zwiedzania okolic trafiamy również do krateru Dieng. Tu kolejna niespodzianka. O tej porze roku jest tu bardzo chłodno, a w górach padają bardzo intensywne deszcze. Co prawda za 7000IDR można kupić płaszcz foliowy, ale nie jest to wyposażenie, które zbyt wiele zmienia naszą sytuację. Płaszcz jest na rosłego europejczyka za krótki, a chodzenie po zimnych kałużach, w samych klapkach również do najprzyjemniejszych nie należy.
Pomimo, że pogoda nie sprzyja i nie zachęca do zwiedzania, decydujemy się sprawdzić co oferuje wnętrze wulkanu.
Dieng to przede wszystkim rozległe gorące jeziora o zielonkawym zabarwieniu i intensywnym zapachu siarki. Krajobraz zdaje się być jak z zupełnie innej planety. Wszędzie rozchodzą się kłęby gorącej pary, a część okolicznych domostw, położonych najbliżej bulgoczącego, gorącą wodą, krateru została porzucona już pewnie w zeszłym stuleciu. To aż dziw, że ktoś wciąż tu jeszcze mieszka.
Zresztą to nie jedyne zaskoczenie. Od niemieckich studentek realizujących projekt badawczy na temat stylu życia okolicznych mieszkańców, dowiadujemy się, że większość upraw na zielonych trasach okolicznych wzgórz to uprawy ziemniaka. Jest to o tyle ciekawe, że po pierwsze, warunki terenowe nie sprzyjają takim uprawom, po drugie, z finansowego punktu widzenia jest to kompletnie nieopłacalne. Robi się to tylko i wyłącznie dla prestiżu. Ktoś kto nie uprawia tutaj ziemniaka uchodzi za osobę ubogą, pochodzącą z niższej warstwy społecznej.
Z monologu naszego kierowcy dowiadujemy się również, że młodzież wchodzi tu w związki małżeńskie już w wieku 17tu, a nawet 15tu lat.
Sama Yogya jest również dość niecodziennym miejscem, bo pomimo, iż Indonezja jest republiką, z prezydentem na czele, miasto pozostaje pod zwierzchnictwem sułtana i władza jest tu dziedziczona.