Azja

Bali

Kategorie: 
2012-11-29-Bali002012-11-29-Bali012012-11-29-Bali022012-11-29-Bali03
Map
Drugi dzień pobytu na Bali i mam następującą obserwację, na Bali uderzają trzy rzeczy. Temperatura, która w cieniu wynosi jakieś 34 stopnie. Ceny, zdecydowanie wyższe niż w pozostałej części Indonezji. I czystość. Jest tu tak czysto, że mam wrażenie jakbym był gdzieś na wyspach kanaryjskich, a nie w dalekiej Azji, a już na pewno nie w Indonezji. Bali udowadnia, że jak się chce to się da, i jest tu po prostu czysto przez cały dzień.
Kolejnym zaskoczeniem jest to, że w Sanur, bemo nie uświadczysz, w związku z czym podróżowanie po wyspie jest dość utrudnione i sprowadza się w głównej mierze do transportu prywatnego. Jeżeli chodzi o poruszanie się na niewielki dystans, po Azji to najlepszy jest chyba skuter. Kompletnie nie dziwi, iż jest to tak powszechnie stosowany środek transportu przez miejscowych. Stosunek ceny do szybkości poruszania się, po tych dość rozległych miastach, jest po prostu najlepszy.
Uroczy futrzak ze zdjęcia to łaskun. Miejscowi trzymają go w celu uzyskania najdroższej kawy na świecie, tzw. kopi luwak. Kawa ta jest wybierana z odchodów owego zwierzaka. Ponoć napar przyrządzony z nasion częściowo przetrawionych przez łaskuna posiada wyborny smak i aromat.
Jeśli zaś chodzi o trzymanie zwierząt w klatkach to niewątpliwie Indonezja święci tu swój, mało chwalebny, prym. Ptaki w klatkach są tu widoczne niemal wszędzie.

Trowulan

Kategorie: 
2012-11-27-Surabaya2012-11-27-Trowulan002012-11-27-Trowulan012012-11-27-Trowulan03
Map
Jak Surabaya to oczywiście wizyta w pobliskim Trowulan.
Wczesnym rankiem jemy śniadanie, wsiadamy w taksówkę i bierzemy kurs na dworzec autobusowy Purabaya, gdzie za 7000IDR łapiemy autobus do Mojocerto (Trowulan).
Sama podróż trwa ponad godzinę i jakieś 10km za Mojocerto sympatyczny dżentelmen z obsługi naganiającej klientelę owego autobusu informuje nas, że to tutaj.
Wyskakujemy pośpiesznie z autobusu, a miejscowi wskazują nam kierunek do muzeum, bo pod takim hasłem funkcjonuje owa atrakcja turystyczna. Przy okazji proponują nam różnego rodzaju formy transportu, a każdy od rykszarza po posiadacza motorowego becaka zaczyna negocjacje od kwoty 100000IDR.
Z uwagi, iż kompletnie nie wiemy czego się spodziewać decydujemy się na spacer do owego muzeum (jakieś 500m), gdzie płacimy za wstęp, a sympatyczna pani z obsługi rysuje dla nas plan okolicznych świątyń.
Do każdej z nich jest jakieś 2km, co całkowicie przekreśla opcję chodzenia na pieszo. Jako, że nie ma w pobliżu żadnych alternatyw bierzemy ojek (motor z kierowcą) za 25000IDR od osoby.
Zwiedzamy w sumie trzy obiekty (dwie świątynie i basen) oraz przejeżdżamy obok katakumb, które wciąż nie są w pełni udostępnione.
Co najbardziej zaskakuje w dziele ludu Majahapit to, że wszystko wykonane jest z płaskiej cegły. Każdy element. Nie wykorzystano żadnej innej kształtki, przez co wszystkie budowle robią wrażenie jakby były zrobione z klocków lego. Co więcej, sama cegła jest dużo bardziej płaska od tej którą powszechnie znamy, a jednocześnie jest o wiele szersza i dłuższa.
Pomimo swojej, wydawałoby się kruchej budowy, całość jest świetnie zachowana i wygląda jakby miała zamiar przetrwać w takim samym, nienaruszonym stanie kolejnych kilkaset lat.
Po powrocie z Trowulan zdecydowaliśmy się jeszcze zwiedzić pozostałości holenderskich zabudów kolonialnych w północnej części Surabayi. Tu również duże zaskoczenie. Po pierwsze, że pomimo sporej biedy dzielnica ta jest dość przyzwoicie utrzymana jak na tak brudne miasto, a po drugie ludzie tu bardzo sympatycznie reagują na białych kręcących się z aparatem i sami nawołują by robić im zdjęcia, zapraszają przy tym na kawę albo do krótkiej pogawędki. Bądź, co bądź, spacerujący biały człowiek, w tej okolicy, widziany jest zapewne bardzo rzadko.

Medan

Kategorie: 
Map

Z samego rana złapałem na stopa prom do Parapat, gdzie czekał już na nas mini bus do Medan. Przy okazji miałem okazję uczestniczyć w wypadku drogowym, co jest pomimo wszystko, dużą rzadkością w rejonie. Wypadek był niegroźny i to głównie dlatego, że kierujący skuterem, który wjechał w tył naszego busa, miał założony na głowę kask.Przy tej okazji miałem również możliwość zobaczyć jak rozwiązuje się tu takie sytuacje, bo policji przecież nikt nie wzywa, wątpię również, iż ktokolwiek ma tu ubezpieczenie OC.To zresztą bardzo interesujące, bo ktokolwiek, kiedykolwiek był w którymś z krajów Azji wschodniej, to wie, że coś takiego jak przepisy ruchu drogowego tu nie istnieją, przynajmniej nie w wersji, którą znamy z Europy.Jak więc to możliwe, że w krajach gdzie jazda na trzeciego to normą, a znak stop traktowany jest jak znak o charakterze informacyjnym, gdzie właściwie nie ma świateł i przejść dla pieszych, jest jednocześnie tak mało wypadków? Ano odpowiedzią jest właśnie brak OC i reguła nie wzywania policji. Jak wiesz, że w razie wypadku i tak musisz się dogadać z drugą osobą i nikt nie będzie rozsądzał czyja to wina, to negocjacje zaczynają się już w trakcie jazdy i każdy rozumie, że w jego interesie jest uniknąć wypadku, i kierowcy wolą się zatrzymać albo zjechać na pobocze, zamiast "uczyć" innych jak mają jeździć.W samym Medan poza wielkim meczetem, nie wiele ciekawego można zobaczyć. Miasto, jak miasto, wielkie, bo trzecie co do wielkości w Indonezji, dużo samochodów i dużo hałasu. Zwłaszcza w okolicach meczetu, gdy muzezin czyta Koran.Na całej Sumatrze widok białego człowieka budzi powszechną uwagę i to do tego stopnia, że młodzi ludzie, zwłaszcza młode dziewczyny, zagadują, a rozmowę kończą prośbą o możliwość zrobienia sobie wspólnego zdjęcia z przybyszem z dalekiej Europy.